ładowanie zawartości
EN

Jacek Bartosiak: świat jaki znamy przechodzi do historii

28-07-2019

Narastający konflikt między Stanami Zjednoczonymi i Chinami wywróci do góry nogami dotychczasowe modele biznesowe i powiązania handlowe. Konsekwencje tego poniesie również Polska – przekonuje Jacek Bartosiak*, jeden z najbardziej uznanych rodzimych ekspertów ds. geostrategii. Poniżej publikujemy skrót wykładu, który wygłosił on podczas inauguracji Dnia Stali Nierdzewnych 2019 (11 czerwca, Katowice). Pełna wersja tekstu ukaże się w najbliższym wydaniu magazynu Nowa Stal (wrzesień 2019 r.).   

 

Aby zrozumieć to, co się dzieje obecnie na świecie, trzeba się cofnąć o kilka stuleci, do czasu wielkich odkryć geograficznych. Przez ostatnie 500 lat mieliśmy do czynienia z rozwojem w oparciu o koncepcję tzw. światowego oceanu. Państwa, które kontrolowały sytuację na morzach, dominowały. Kto mógł transportować towary oceanami, ten miał fundamentalną przewagę nad tymi, którzy byli pozbawieni takiej możliwości.

Teraz to się jednak zmienia. Amerykańska flota co prawda wciąż kontroluje morza i oceany. Pojawia się jednak alternatywa. Chińczycy są zdeterminowani, aby zbudować nowe globalne lądowe korytarze transportowe. Działania Pekinu skupiają się na wnętrzu wielkiego kontynentu euroazjatyckiego. To właśnie na tym terenie dzieją się obecnie wydarzenia, które w najbliższych dziesięcioleciach decydować będą o losach kilku miliardów mieszkańców Ziemi.

Nikt dziś nie jest w stanie odpowiedzialnie i jednoznacznie przewidzieć przyszłości. Pewną wskazówką mogą być jednak przykłady z historii. Zarówno przyczyny, jak i rozwój amerykańsko-chińskiego konfliktu zadziwiająco przypominają wydarzenia sprzed ponad stu lat. W XIX wieku Wielka Brytania stała się niekwestionowaną potęgą gospodarczą. Jej wpływy i znaczenie były podobne, jak obecnie Stanów Zjednoczonych. Kontrolując morskie szlaki handlowe oraz dominując w przemyśle Brytyjczycy uznali, że w ich interesie jest promowanie idei wolnego handlu. Oczywiście na warunkach Londynu. Tak narodziła się pierwsza era globalizacji.

Sprawy (dla Brytyjczyków) skomplikowały się w latach 70. XIX wieku, kiedy szybko rozwijające się gospodarczo zjednoczone Niemcy zaczęły organizować wnętrze kontynentu europejskiego zgodnie z własnymi potrzebami. Brytyjczycy uświadomili sobie, że kontynuacja niemieckiej ekspansji doprowadzi do złamania ich potęgi. Dlatego na początku XX wieku zaczęli łamać ustanowione przez siebie reguły globalizacji. Berlin nie pozostawał dłużny. Obawiając się wypchnięcia z gry o prymat światowego hegemona Niemcy postanowiły rozbudować własną flotę wojenną. Rywalizacja brytyjsko-niemiecka w efekcie doprowadziła do konfliktu zbrojnego. Pierwsza i druga wojna światowa były kwintesencją prób Niemiec wydostania się z pułapki dominacji brytyjskiej nad światem. W ich efekcie najwięcej jednak skorzystał kto inny – USA. To one urosły do roli hegemona i po 1945 r. zorganizowały porządek światowy według swojego pomysłu. Przez kilkadziesiąt lat nikt nie był w stanie zagrozić amerykańskiej potędze. Waszyngton kontrolował globalny handel, a także inne tzw. strategiczne przepływy, obejmujące m.in. usługi oraz transfer kapitału i ludzi.

 

Dominacja USA

Po upadku ZSRR, na początku lat 90. XX wieku, Amerykanie dokonali prawdziwego majstersztyku, poszerzając strefę wolnych przepływów praktycznie na wszystkie państwa świata. Doprowadziło to do drugiej ery globalizacji, tym razem pod auspicjami Waszyngtonu. To w Białym Domu decydowano, kto zostanie dopuszczony do gry. W owej grze praktycznie nie uczestniczył ZSRR wraz ze swoimi satelitami. Poza własnym terytorium wpływy bloku sowieckiego zostały bowiem ograniczone do wąskiej grupy państw, m.in. Libii czy Kuby. 

Podłożem do kolejnej ery globalizacji był tzw. system Bretton Woods, porozumienie z 1944 r., które ugruntowało pozycję dolara USA jako głównej waluty wymiany handlowej. Jego konsekwencją było też wzmocnienie znaczenia handlu morskiego. Towary płynęły oceanami, nad którymi kontrolę sprawowała flota USA. Globalizacja uruchomiła niesamowity potencjał rozwoju dla wielu, nawet najmniejszych państw. Przykładem jest Singapur, położony nad Cieśniną Malakka, kluczowym morskim szlakiem handlowym oddzielającym Pacyfik od Oceanu Indyjskiego. Niekwestionowanym zwycięzcą drugiej ery globalizacji są jednak Chiny, które zdołały odbudować swoją potęgę i to po części na własnych, a nie amerykańskich zasadach.

Poza wieloma korzyściami, nowa era globalizacji przyniosła też negatywne tendencje, m.in. ogromne dysproporcje w rozwoju. Wielkim przegranym okazała się klasa średnia Zachodu, która utraciła swoje tradycyjne miejsca pracy, głównie w przemyśle. Wielki skok w rozwoju Państwa Środka sprawił, że Amerykanie poczuli się oszukani przez globalizację, którą sami wprowadzili. Poza tym w USA zaczęto się obawiać skutków utraty supremacji na rzecz Chin. Taki scenariusz byłby katastrofą dla Ameryki. Dlatego jej władze chcą powstrzymać ekspansję konkurenta, nawet za cenę złamania procesów globalizacyjnych. USA zachowują się obecnie niemal identycznie, jak ponad sto lat temu Wielka Brytania. Ponieważ coraz częściej nie są w stanie konkurować z Chińczykami na zasadach, które sami ustanowili, próbują zmienić reguły gry. 

 

Przebudzenie smoka

W latach 1979 – 2018 liczony w dolarach PKB Chin zwiększył się pięćdziesięciokrotnie. To największy taki skok w historii ludzkości. W efekcie gospodarka chińska jest już niemal równa amerykańskiej. Żaden konkurent USA nie był nigdy tak silny, jak Chiny obecnie. W czasie swej największej potęgi Związek Radziecki miał PKB odpowiadający zaledwie 25 proc. amerykańskiego. W 1942 r., w momencie największych sukcesów hitlerowskiej III Rzeczy oraz imperialnej Japonii, połączony PKB tych państw stanowił tylko 39 proc. amerykańskiego.

Skalę chińskiej potęgi oddają liczby. W latach 2013 – 2014 kraj ten zużyły więcej cementu niż USA w całym XX wieku. W ciągu ostatnich 30 lat 550 mln ludzi przeniosło się ze wsi do miast, które zostały zbudowane od podstaw. To tak, jakby w ciągu trzech dekad zbudowano wszystkie miasta Europy na nowo. Przez ostatnie 12 lat w Państwie Środka powstało więcej autostrad niż istnieje w USA. W Chinach stworzono też ponad 20 tys. km szybkich kolei, więcej niż łącznie we wszystkich innych krajach świata.

Wszystko wskazuje na to, że przewaga Chin nad USA będzie się jeszcze powiększała także dlatego, iż gospodarka Państwa Środka rośnie w tempie dwukrotnie szybszym niż amerykańska, a Chińczyków jest ponad trzy razy więcej niż mieszkańców USA. Chiny inwestują ponadto dużo więcej niż Ameryka w nowoczesne technologie. Mają dwukrotnie wyższą liczbę doktorantów niż USA. Jedna trzecia absolwentów chińskich uczelni wyższych kończy kierunki inżynieryjne, podczas gdy w przypadku USA tylko 7 proc.

Coraz silniejsze Chiny chcą mieć więcej do powiedzenia na arenie międzynarodowej. Z chęcią przejęłyby rolę mocarstwa dominującego. To wszystko stawia je na kursie kolizyjnym z USA. 

 

Łamanie globalizacji

Odwrócenia globalizacji nie da się przeprowadzić bez złamania dotychczasowego łańcucha dostaw. W miarę narastania sporu USA – Chiny prawdopodobne jest zrywanie istniejących powiązań handlowych. Dla przykładu firmom z Zachodu, pod wpływem kolejnych ceł i obostrzeń, może przestać się opłacać robić interesy z Chinami. Powszechnym mechanizmem, który już jest obserwowany, będzie wszechobecność sankcji jako instrumentu wspierającego siłę. Mogą one dotyczyć państw, przedsiębiorstw, technologii, a nawet określonych osób. Będą pojawiać się też głosy o potrzebie zjednoczenia Zachodu wobec Chin, konsolidacji przemysłu, firm, technologii, konieczności wspierania biznesu przez państwa.

Jak już zostało powiedziane, dziś ciężko przewidzieć, jak dokładnie potoczą się losy świata. Śledząc głosy ekspertów można wywnioskować jednak, że najbardziej prawdopodobne są cztery scenariusze. Pierwszy z nich zakłada, iż Amerykanie, np. po zmianie lokatora Białego Domu, nagle wycofają się z polityki, którą uprawiali przez ostatnie lata. W efekcie Chiny zyskają swobodę na drodze do osiągnięcia dominacji gospodarczej. Osobiście nie wierzę w ten scenariusz. A to dlatego, że dziś już nie tylko administracja Donalda Trumpa, lecz niemal cały amerykański establishment jest zgodny co do tego, że należy powstrzymać ekspansję Chin. 

Drugi scenariusz zakłada, że Waszyngton, np. ze względu na nadchodzące wybory, w jakiś sposób porozumie się z Pekinem. W efekcie globalizacja będzie nadal postępować, choć nie w takim tempie, jak wcześniej. Spór się nie zakończy, ale nie będzie tak ostry. Również ten scenariusz wydaje się trudny do spełnienia. Łagodzenie konfliktu z Chinami doprowadzi bowiem w dłuższej perspektywie do tego, że Państwo Środka umocni swoją pozycję.

Trzeci scenariusz – według mnie najbardziej prawdopodobny – zakłada, że USA zwiększą presję i będą wymuszać na własnych firmach zerwanie łańcucha dostaw obejmującego chińskich dostawców i odbiorców. Podobne rozwiązanie zaproponują swoim sojusznikom w Azji i Europie. Wszystko to w praktyce już się dzieje. 

Czwarta opcja – najbardziej pesymistyczna – to wojna. Wybuchnąć ona może w pierwszej kolejności na zachodnim Pacyfiku. Punktem sporu będzie dominacja nad tamtejszymi szlakami handlowymi. Militarna konfrontacja z pozoru wygląda jak czyste science fiction. W rzeczywistości jednak żadna ze stron konfliktu jej nie wyklucza. 

 

Nowe wyzwania

Dla wielu państw zniszczenie istniejącej sieci powiązań gospodarczych będzie miało katastrofalne skutki. Gra idzie o wielką stawkę. Nic więc dziwnego, że poszczególne kraje próbują lawirować, szukając dla siebie najbardziej optymalnych rozwiązań. Przykładem są Niemcy, które opierają swoją potęgę gospodarczą na eksporcie, w tym do Chin. Ewentualne zerwanie więzi z Państwem Środka byłoby dla nich ogromnym ciosem. Dlatego Berlin nie rezygnuje z budowania sojuszy zarówno z Waszyngtonem, jak i Moskwą oraz Pekinem.

Taka strategia w przyszłości może być jednak trudna do realizacji, gdyż niewykluczone, że spór chińsko-amerykański doprowadzi do powstania dwóch konkurujących ze sobą bloków polityczno-gospodarczych przedzielonych wirtualnym murem. Pierwszy to wielki świat Azji i Bliskiego Wschodu oparty o współpracę z Chinami. Drugi to dawny świat Zachodu. Nie jest jednak pewne czy wszystkie państwa określane dziś jako zachodnie, zdecydują się na przynależność do bloku, którego liderem będą USA. Jeszcze mniej prawdopodobne, że do nowego Zachodu przyłączą się kraje z Afryki i Ameryki Południowej. 

Jak więc widać panujący na świecie układ sił gwałtownie się zmienia, a to oznacza niepewność oraz nowe wyzwania. Przez ostatnie trzy dekady prowadziliśmy interesy i budowaliśmy firmy w epoce globalizacji. Obecnie dla wolnego rynku jest coraz mniej miejsca i w takiej rzeczywistości trzeba nauczyć się żyć. 

Oprac: GB

 

*Jacek Bartosiak to jeden z najbardziej uznanych w Polsce ekspertów do spraw geostrategii. Jest dyrektorem Programu Gier Wojennych i Symulacji Fundacji Pułaskiego oraz Senior Fellow w Potomac Foundation w Waszyngtonie. Autor książek „Pacyfik i Eurazja. O wojnie” oraz „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”. Uczestniczy w debatach na temat sytuacji strategicznej Europy Środkowowschodniej, a także uwarunkowań geostrategicznych regionu; wypowiada się na ten temat na konferencjach w kraju i zagranicą oraz w mediach. 

Jacek Bartosiak był w ostatnich latach członkiem zespołu doradczego Pełnomocnika Rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego (2017 – 2018), a następnie prezesem spółki Centralny Port Komunikacyjny (2018 – 2019). Jest adwokatem, absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.